Nie żyje się na cmentarzu! (Ez 37, 12-14)

W naszą „drogę”, wpisują się nie tylko ludzie, konkretne wydarzenia czy przeżycia, ale również okoliczności, na które nie zawsze mamy bezpośredni wpływ. Tak jak po niedzieli przychodzi poniedziałek, co niektórych automatycznie pochyla ku ziemi i napawa nieuzasadnionym smutkiem, tak też dzień 1 listopada jest już niejako zarezerwowany dla tych, którzy są z nami inaczej…

Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, to święta w których my – żyjący tutaj, wybiegamy tam, gdzie nikt z nas nie był. Tak jak dni tygodnia, następujące po sobie chronologicznie, tak kalendarium naszego życia podsuwa nam mimowolnie i często z zaskoczenia treści, które mogą przynieść nowe światło, otworzyć inną perspektywę-może do tej pory przeze mnie jeszcze nie odkrytą? W uroczystość Wszystkich Świętych, koncentrujemy się często powierzchownie tylko wokół tych, którzy w Kościele noszą miano Świętych. To ci wszyscy, których w ciągu roku kościelnego wspominamy podczas Eucharystii. Wymieniając ich z imienia i nazwiska, przywołując enigmatyczne często dla nas wydarzenia z ich życia, zastanawiamy się, czy świętość jest jeszcze dzisiaj na wyciągnięcie ręki? Czy jest to możliwe dla mnie? Czy w moich specyficznych warunkach życia w Działdowie i ja mogę być świętym?

Wszyscy Święci to nie tylko ci z imienia i nazwiska, których wymieniamy w kanonie liturgii Mszy Świętej. To także Ci bezimienni, dla świata nic nie znaczący… O nich nie opowiada żadna legenda, nie wypisuje się o nich informacji globalnych, dostępnych dla ogółu. O nich, wie tylko Dawca Życia – Bóg! O nich wiesz także Ty i ja. Wiemy, że zmarli rodzice, rodzeństwo, dziadkowie czy przyjaciele, niejednokrotnie byli świętymi za życia. I choć nie mówią o nich opasłe książki, my – najbliżsi rozpamiętujemy i wskrzeszamy chwile, gdy byliśmy razem, gdy mogliśmy uczestniczyć w ich szaleństwie Miłości, która jest niewyniosła… Księgą Życia, w której zostali zapisani, nie jest program komputerowym dostępnym dla każdego! Tą Księgą jest SERCE JEGO WIECZNEJ MIŁOŚCI. Nie możemy przecież wymówić się choćby od najmniejszych skrawków dobroci, które płynęły poprzez dłonie cichej, zawsze na drugim planie matki, od spojrzenia ojca, które choć czasem chłodne i stanowcze – kierowało się jednak wrażliwością serca i bezinteresowną troską o dziecko. Detale miłości, skrawki rodzicielstwa – więcej znaczą dziś, niż tony egoizmu i przywar ludzi, których spotkałeś. Tych wszystkich ludzi – śmiało możemy szukać dziś u Boga!

Życie jest jak pochód, w którym wielu tylko towarzyszy, pozdrawia i szybko ucieka – odchodząc bez uścisku dłoni i słów na pożegnanie.
Wielu idzie tą samą drogą, jednak nie wielu idzie prawdziwie z nami. Świadków naszego życia nie ma wielu – nie wszyscy wpisali się w serce.
Dlatego dzisiaj serce każdego z nas jest przy tych, którzy byli w pełni z nami a jednak odeszli. To nasi „prywatni” wszyscy święci. Mój ojciec, Twoja matka, rodzeństwo i przyjaciel…

Czy my, wciąż żywi możemy jednak żyć z naszymi zmarłymi, żyć w miłości i jednej rzeczywistości, jak właściwie możemy obchodzić święto wszystkich świętych zmarłych? A jeśli my, pamięcią jesteśmy z nimi, to czy oni – tak prawdziwie martwi, cisi, są przy nas?
Bóg niejednokrotnie milczy tak samo jak zmarli. Napisał Pascal, że w miłości – milczenie ma większą wartość niż długa rozmowa! A zatem milczenie jest inną formą słowa, jest cichym szeptem kierowanym do mnie… Nie mogę zatem skarżyć się na to, że zmarli nie mówią. Mogę jednak mieć pretensje do siebie, że dzisiaj mówienie utożsamiam tylko z sms’em, wiadomością tekstową i listem pisanym w pośpiechu, że mówienie to codzienny hałas.
To, co istotne – rodzi się w ciszy! Ciche skupienie serca – jest jak łono, gdzie najgorętsze słowo ich miłości, którym jest milczenie – rodzi w nas życie, które się nie kończy ale trwa.

Kiedy z kwiatami w dłoni i zniczem zapalonym na wietrze, poszukiwać będziemy mogił naszych świętych – umarłych a mimo to – żyjących, gdy w pośpiechu modlić się będziemy o ich wieczny odpoczynek, prośmy o prawdziwe życie dla nas – byśmy potrafili jak Jezus, pozostawić nasze groby, w których siedzimy za życia. Prośmy o odwagę i siłę do tego, aby kamień naszej ludzkiej pewności siebie, egocentryzmu i samowystarczalności został odrzucony, byśmy oddychali Bogiem już tu na ziemi, która jest tylko przystankiem na chwilę…